poniedziałek, 27 czerwca 2016

Każdy człowiek ma swoją listę rzeczy, o których marzy, by udało mu się osiągnąć. Znajdują się na niej drobnostki, jak nie zmoknięcie w drodze do pracy, następnie kupno fajnego samochodu, czy butów lub wyjazd do Australii. Zapewne gdzieś u szczytu widnieje bycie szczęśliwym i spełnionym w życiu.


Jednak, jak poznamy, że to już ten moment, w którym trzeba świętować dotarcie do kolejnego punktu? W wypadku rzeczy materialnych wydaje się to proste. Jednak czy choć na chwilę zatrzymujemy się i mówimy „O matko, tyle marzyłem o tym aucie, nareszcie udało mi się, je kupić!”? Raczej patrzymy w dal, do nowszego modelu lub zaglądamy do ogródka sąsiada, czy na pewno zwrócił on uwagę na nasz dobytek. Nie zdajemy sobie sprawy, że właśnie osiągnęliśmy coś, co kosztowało nas sporo wysiłku. A po czym byśmy się zorientowali? Przy pierwszej jeździe, pochwale szwagra, przypadkowej stłuczce?  

Jeśli nie potrafimy docenić tego co właśnie posiadamy, czy będziemy umieli się cieszyć z realizowania następnych marzeń?

Aby dojść do momentu, w którym teraz się znajdujemy też musieliśmy przebyć długą drogę. Tak. Zdanie gimnazjum, potem liceum, napisanie matury, znalezienie pierwszej pracy to były przełomowe dla nas wydarzenia. Jednak z czasem patrzymy na nie coraz to pogardliwszym spojrzeniem. Dlaczego? Przecież w tamtym momencie naszego życia to było ważne i istotne. Poświęciliśmy temu dużo energii, więc nie umniejszajmy osiągnięć z przeszłości! Oczywiście, że chcemy więcej. Dorastamy, pojawiają się nowe marzenia, kolejne kłody są rzucane pod nogi, ale bądźmy dumni z przebytej drogi. Wykreślając kolejne cele z naszej listy nie zapominajmy, że udało się nam je osiągnąć. W trudnych momentach warto przypomnieć sobie z iloma sprawami już dałeś sobie radę i jak wiele miałeś szczęście przeżyć.


W gabinetach terapeutycznych często pada stwierdzenie „Chcę być szczęśliwy”. Jednak, gdy w odpowiedzi musimy powiedzieć „A co dla Pana/Pani to znaczy?” zapada cisza. No bo jak to? Chcę być szczęśliwym człowiekiem i już! Drążenie pozwala wyciągnąć jakąś odpowiedź. „Chcę mieć chłopaka/ własne mieszkanie/stabilną pracę i dobre zarobki/w wakacje jechać nad morze/mieć grzeczne dzieci itp.” W większości przypadków okazuje się, że osoba, która wymienia te rzeczy już od dawna spełnia swoją definicję szczęścia lub może ją dopełnić przy nikłym wysiłku.


Jak to możliwe, że dostrzega to dopiero teraz? Nasz mózg podchwytliwe wprowadza nas w przeróżne błędy. Mąci i kręci nasz osąd.  Jak temu zapobiec? Przystanąć i zastanowić się „po czym poznam, że osiągnąłem swój cel?”. 


Krakowianka 

2 komentarze:

  1. Od pewnego czasu myślę, że błędem jest stawianie sobie jako celu "bycie szczęśliwym". Przecież nie jest to finalny stan, a niejako proces. Szczęśliwym raz się jest, a raz nie. Wirujemy na rollercoasterze szczęścia, bo takie właśnie jest życie. Jednego dnia jestem szczęśliwa, bo zjadłam pół tabliczki czekolady, drugiego uśmiecham się, bo Ktoś powiedział mi coś innego. Sztuką jest doceniać to szczęście każdego dnia. Bo ono naprawdę tu jest, tuż obok nas.

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś mi się wydaję, że my po prostu zawsze chcemy to, czego mieć tej chwili nie możemy. Nie zawsze to jest dobre, bo jeśli ktoś nie zauważa tego, co ma obok siebie - rodzinę, przyjaciół, partnera, to czego on może jeszcze chcieć od życia? To jet trochę straszne i smutne. Z drugiej jednak strony, nie widzę niczego złego w stawianiu sobie nowych wyzwań. Skoro jedno marzenie się spełniło, to dlaczego nie sięgnąć po następne?

    OdpowiedzUsuń